Autor: Flavour

Początki…

Początki…

Początki są ważne. Początek aromatycznej kawy, która rozbudza nasze zmysły, początek książki, która przenosi nas w inny, cudowny świat, początek zdania, które wypowiedziane na głos może wywołać uśmiech, początek deszczu, kiedy każdą spadającą krople słyszymy osobno, początek spaceru, bo czasami nie wiadomo gdzie dotrzemy, albo zaprowadzi nas husky…, początek dnia, bo przecież tutaj wszystko się zaczyna. Początki…i tak od początku, początki są fajne, trochę nieśmiałe, ale z każdą chwilą pewniejsze, niespodziewane i zawsze świeże…

A jaki był Wasz początek? Na początek tygodnia zjadłam pełną miskę, no prawie, to naprawdę duża miska, cukinii i tuńczyka z oliwkami. Uśmiech. Fajny ten początek tygodnia…

Początki
Początki

Składniki:

Początki…
  • 2 średnie cukinie – przerobione na spaghetti na temperówce do warzyw
  • 2 małe puszki tuńczyka w wodzie (albo jedną duża 160g)
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżka masła
  • 2 ząbki czosnku
  • ¾ łyżeczki ostrej papryki
  • 30 sztuk zielonych oliwek
  • 10 gramów sera pecorino lub parmezanu (czyli co macie w lodówce)
  • szczypta soli

Przygotowanie:

Przygotuj spaghetti z cukinii, pokrój zielone oliwki na mniejsze kawałki, odsącz tuńczyka, odłóż wszystko na bok. Na dużą patelnie wlej oliwę, dodaj masło, wciśnij czosnek. Podgrzewaj na małym ogniu, po około 2 minutach dodaj ostrą paprykę, smaż przez minutę. Dorzuć tuńczyka i oliwki, przemieszaj. Dodaj cukinię i mieszaj wszystko przez ok. 2-3 minuty. Na koniec dodaj szczyptę soli i zamieszaj. Porcję cukiniowego spaghetti z tuńczykiem podawaj posypaną serem. Przejadłaś, przejadłeś się cukinią? Zamień cukinię na swój ulubiony makaron.

Usiadłam na łóżku i za nim zaczęłam jeść już miałam u swojego boku kota, ach ten tuńczyk. Tori wyjątkowo mocno spał.

Początki
Początki
Początki
Zupa krem z zielonego groszku

Zupa krem z zielonego groszku

Z okazji #zostanwdomu odkryłam w sobie nowy talent! Jak zrobić bałagan w dziesięć sekund. Niee, co ja mówię jakie 10 sekund, to za dużo, w 5! Kompletnie tego nie rozumiem, tu się zakręcę, pójdę, wyniosę, przyniosę, przełożę, schowam (!), przesunę, wyciągnę… i jest … chaos! Mam wrażenie, że to taka niekończąca się zabawa, nie jestem tylko pewna kto wygrywa… Zakręciłam się ponownie i postanowiłam posprzątać przestrzeń, albo chociaż ją troszkę omieść. Tori oczywiście dzielnie pomagał, leżąc na łóżku – moim, czasami przeciągając się i patrząc czy przypadkiem nie leży gdzieś jego chrupek.

Czyż nie lepiej skupić się w „czystej przestrzeni”?? Powiem Wam jutro, bo dzisiaj cieszę się efektem… zobaczymy jak długo 😉 Za to mój nowy talent, ale na wolniejszych obrotach, przydał się podczas pałaszowania pysznego, intensywnie kolorowego kremu z zielonego groszku. Pyszności! Na stałe będę trzymać w zamrażarce przynajmniej jedno opakowanie zielonego groszku.

Zupa krem z zielonego groszku

Składniki na 3 solidne porcje:

  • 900 gramów zielonego groszku (mrożonego – 2 opakowania)
  • 1 litr wody
  • 1 większa szalotka
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • garść żywego lubczyku (lub łyżeczka suszonego) – żywy robi różnicę (!)
  • 1/3 łyżeczki pieprzu
  • ½ łyżeczki soli

Przygotowanie:

Pokrojoną w kostkę szalotkę podsmaż na oliwie w garnku o grubym dnie przez ok. 2-3 minuty. Dodaj groszek, wodę, lubczyk pokrojony na mniejsze kawałki, sól i pieprz. Gotuj na średnim ogniu przez 15 minut. Zblednuj na gładki krem. Podgrzej i podawaj. Z chrupiącym żytnim chlebem, z boczkiem i odrobiną lubczyku, albo ze śmietaną. Wybierz swoją ulubioną wersję, każda jest pyszna. Ja wybrałam z boczkiem, nadaje zupie dodatkowy wymiar 😊

Zupa krem z zielonego groszku

Uff zostało na jeszcze jedną porcję…

Czekoladowe ciasteczka na osłodę spacerowych spotkań

Czekoladowe ciasteczka na osłodę spacerowych spotkań

Kiedy ostatnio spotkaliście na swojej drodze czarnego kota? Mnie na spacerach zdarza się to bardzo często. Był to albo cały czarny kot, albo biało-czarny, czasami czarno-ciemno brązowy, niekiedy sprytnie przemykający między samochodami, a czasami przyglądający się nam z bezpiecznego dystansu. Było ich tak dużo, że po 10 spotkaniach przestałam liczyć. Ale oczywiście zastanawiałam się, nie raz, jak to jest z tymi zabobonami? Wierzyć w to nieszczęście? Iść inną drogą? A może po prostu zawrócić… Za każdym razem, pomimo chwil zwątpienia, szliśmy z Torim do przodu. I co? I wszystko jest ok! Przecież czarne koty przynoszą szczęście i pomyślność. Tak mawiają w Szkocji, Francji czy Belgii. Czy mogą się mylić? Nie sądzę! A przynajmniej ja z Torim tak uważamy! Ale dla pewności przeczytajcie krótki artykułu o tym jak czarne koty są postrzegane w różnych krajach świata https://www.focus.pl/artykul/czarny-kot-przynosi-pecha-bzdura-sa-miejsca-gdzie-przynosi-tylko-szczescie?page=1

Następnym razem jak przebiegnie mi drogę czarny kot – pomyślę życzenie! A może się spełni! 😉

Czekoladowe ciasteczka na osłodę spacerowych spotkań
Czekoladowe ciasteczka na osłodę spacerowych spotkań

Dla osłody ostatniego spotkania z kotem, czarno-ciemno brązowym upiekłam czekoladowe ciasteczka. Czekolada równa się uśmiech. A uśmiechać się warto zawsze i dużo, nawet jak chowamy go (w czasach #zostanwdomu) za maseczką lub gdy przebiegnie nam drogę czarny kot.

Składniki:

  • 2 tabliczki gorzkiej czekolady (200 g)
  • pół kostki masła
  • 3 jajka
  • ¾ szklanki cukru
  • ¾ szklanki mąki

Przygotowanie:

Nastaw piekarnik na 180oC bez termoobiegu. Czekoladę i masło roztop w kąpieli wodnej. Ciemna brązową masę odłóż na bok, aby przestygła. W dużej misce ubij jajka z cukrem na puszystą masę. Dosypuj cukier w trzech porcjach. Wkręć następnie mąkę w 3 porcjach i dodaj czekoladę z masłem. Całość wymieszaj aż połączą się składniki. Na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia uformuj ciasteczka. 1,5 łyżki to jedno ciastko. Nałóż masę tak aby zostawić troszkę większą przestrzeń między ciasteczkami, rozleją się na boki. Piecz przez 9-10 minut. Wyciągnij i przykryj ściereczką. Maczaj w kawie, herbacie, nałóż swój ulubiony dżem, albo złóż dwa ciasteczka z ulubioną masą, np. gęstym kremem czekoladowym, po środku. Mniam!

Czekoladowe ciasteczka na osłodę spacerowych spotkań

Placuszki z tartymi jabłkami

Placuszki z tartymi jabłkami

Jak spędzić niedzielne popołudnie? Myślę, że można troszkę poleniuszkować. Jak? Jak tylko chcecie! Dzisiaj zasiadam przed telewizorem z kubkiem herbaty z tymiankiem i talerzem placuszków z tartymi jabłkami. Pycha! Tori leży i zajada swoje jedzonko. W końcu wróciliśmy ze spaceru i jesteśmy głodni 😊 A teraz szzyyyy… zaczyna się program „Na islandzkiej farmie” 😊

Placuszki z tartymi jabłkami
Placuszki z tartymi jabłkami

Składniki:

  • 4 średniej wielkości jabłka
  • 2 szklanki mąki
  • 1 szklanka wody
  • 1 jajko
  • szczypta soli
  • łyżka oleju
  • 1 łyżeczka cynamonu (jeżeli lubisz)
  • 2 łyżeczki cukru trzcinowego (jeżeli lubisz)

Przygotowanie:

Zaczynamy od przygotowania ciasta na placuszki. Do miski wsyp mąkę, dodaj jajko, wodę, olej, cynamon (i cukier jeżeli lubisz placuszki super słodkie). Wymieszaj całość aż nie będzie grudek. Następnie na tarce o małych oczkach ścieramy jabłka, które następnie łączymy z ciastem. Rozgrzewamy patelnie, ja zawsze smażę na dwóch, nakładamy po około 1,5 łyżki masy na patelnie i smażymy aż będę złote z każdej strony. Z czym podawać? Można ze śmietaną z cukrem waniliowym (tak było u mnie), albo z dżemem, kremem czekoladowy, cukrem pudrem… ale zajadać same. Na zimno też są pyszne!

Mniam!

Placuszki z tartymi jabłkami
Placuszki z tartymi jabłkami
Placuszki z tartymi jabłkami
Sernik Dziadka – dobry cały rok!

Sernik Dziadka – dobry cały rok!

Od kogo wziąć przepis na sernik jak nie od Dziadka! Taki sprawdzony, przez lata pielęgnowany, co roku przygotowywany. Najlepszy! Po prostu sernik Dziadka!

Przewertowałam notes z przepisami…pusto! Wypchany pod brzegi notatkami, kartkami zapisanymi różnymi myślami, a o serniku nic a nic. No dobrze, trzeba zadzwonić do Dziadka Florka! W trakcie rozmowy Dziadek słusznie zauważył, że pytam się o przepis na sernik co roku! Pomyślałam i powiedziałam na głos: o rety, ale wstyd! 😊 Usłyszałam śmiech po drugiej stronie telefonu. Dlatego tym razem skrupulatnie zapisałam wszystkie składniki i jak przygotować sernik… noo…z małymi niewiadomymi. Małe niewiadome dotyczyły ilości mielonego sera i cukru pudru.

– Dziadku, ile potrzeba cukru pudru?
– Dziubku, no wiesz, tak na oko, żeby nie było za słodkie – powiedział Dziadek.
– ¾ szklanki, cała szklanka?
– Tak, żeby było smaczne. Przecież nikt nie będzie tego oceniał – zażartował.
– No tak. A ile sera? Kilogram?
– Za dużo. Większy pojemnik niż ten mniejszy, ale może być więcej. Przecież i tak wyjdzie smaczny – ochoczo dodał Dziadek.
– Racja! – odpowiedziałam i powiedziałam, że zadzwonię jak upiekę.

Dziadek miał rację! Wyszedł pyszny! 😊

I to były właśnie te dwie niewiadome, które zostały rozwiane w procesie przygotowywania sernika. Oficjalnie przedstawiam Wam (i mam zanotowane w dwóch miejscach) przepis na sernik Dziadka. Smakuje cudownie nie tylko na Wielkanoc, ale pasuje idealnie do herbaty w słoneczne późne popołudnie kiedy będziecie siedzieć na balkonie i patrzeć na zachodzące słońce.

sernik Dziadka
sernik Dziadka

Składniki:

  • 600 gramów białego sera mielonego
  • szklanka cukru pudru
  • 3 jajka – żółtka i biała osobno
  • sok z połowy cytryny
  • 2 łyżki budyniu śmietankowego
  • 1 łyżeczka proszek do pieczenia – opcjonalnie – piekę zawsze bez

Przygotowanie:

Oddziel żółtka od białek jaj. Do dużej miski przełóż ser i wkręć pojedynczo żółtka, dodawaj partiami cukier puder (na trzy razy), sok z połowy cytryny i budyń (proszek też, jak używasz). Miksuj do otrzymania puszystej masy. Odstaw. W osobnej miseczce ubij białka na sztywną pianę, następnie dodaj (w trzech partiach, ale się uparłam) do masy serowej. Delikatnie wmieszaj. Przelej do formy (ok. 26 cm wyłożonej papierem, brzegi posmaruj masłem). Piecz w piekarniku nagrzany do 180oC przez 45 minut.

Nie lubię ciast z proszkiem do pieczenia, więc nigdy nie dodaje. Może i mój sernik jest dość płaski, ale za to mogę go zjeść więcej, przecież porcja „taka mała” 😉

W trakcie rozmowy via internet fajnie było pokazać Dziadkowi upieczony sernik 😊

sernik Dziadka
sernik Dziadka
Gnocchi z cukiniowym spaghetti

Gnocchi z cukiniowym spaghetti

Zagłębiona w wertowaniu kartek, robieniu notatek i podkreślaniu ważnych informacji na chwilę (tylko na chwilkę!) zapomniałam o tym, że już jest ta pora dnia kiedy trzeb nakarmić nie tylko umysł, ale i ciało. Wstałam od biurka, pies północy zareagował natychmiast, przeciągnął się leniwie na łóżku, oczywiście moim, które „skotłował” pod siebie, bo przecież Pańcia zmienia pościel, zszedł z łóżka i poszedł ze mną do kuchni. Wygłodniała przeczesałam najciemniejsze czeluści lodówki i znalazłam…paczkę gnocchi! Cukinię, płatki parmezanu… Idealnie! Będą gnocchi z cukiniowym spaghetti. A Tori dostał smakusia, bo jest fajny 😊

Gnocchi z cukiniowym spaghetti
Gnocchi z cukiniowym spaghetti

Składniki:

  • paczka gnocchi
  • 1 cukinia
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżka masła
  • 2 małe czosnki
  • sól, pieprz
  • dwie garści płatków parmezanu + trochę do posypania porcji

Przygotowanie:

Gnocchi ugotuj zgodnie z opisem na opakowaniu. W między czasie, umytą cukinię zetrzyj na temperówce na spaghetti, potnij na krótsze nitki. Na patelnie wlej olej, dodaj masło i przeciśnięty przez praskę czosnek. Kiedy pierwsze gnocchi zaczną wypływać na powierzchnię, włącz gaz pod patelnią i smaż czosnek przez 2 minuty. Odcedzone gnocchi umieść z powrotem w garnku, dodaj cukinię, oliwę z czosnkiem, dopraw solą i pieprzem, dodaj parmezan i wymieszaj. Yum! Szybko, smacznie i zielono. Można wracać do czytania…

Gnocchi z cukiniowym spaghetti
Gnocchi z cukiniowym spaghetti
Placki ziemniaczane z piekarnika

Placki ziemniaczane z piekarnika

Siedzicie w domu? Ja tak, z przerwami na spacery z Torim. Trzymamy się z daleka od wszystkich, dzielnie korzystamy ze schodów (omijamy windy) i myślimy pozytywnie. Tego ostatniego życzę Wam najbardziej! Na obiad, a może też i na kolację, polecam placki ziemniaczane z piekarnika. Takie super proste, bez mąki i tłuszczu – za pomysł dziękuje bratu! 😊 #zostanwdomu

Placki ziemniaczane z piekarnika
Placki ziemniaczane z piekarnika

Składniki:

  • ok 800 gramów ziemniaków (ok. 7 sztuk)
  • 1 cebula
  • 2 małe czosnki
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka soli
  • pół łyżeczki pieprzu

Przygotowanie:

Przygotowanie placów ziemniaczanych zaczyna zawsze od starcia cebuli i przeciśnięcia przez praskę czosnku. Odstawiam w miseczce na bok. Ziemniaki obrane ze skórki ścieram na tarce o grubych oczkach i odkładam na sitko. Ziemniaki puszczą sok. Starte ziemniaki przekładam do miski porcjami (garściami), tak aby jeszcze odcisnąć nadmiar wody. Następnie dodaje resztę składników, mieszam i formuje placuszki na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Piekę ok. 30 minut w piekarniku nagrzanym do 180oC z termoobiegiem. Z podanych proporcjo wyszło 11 różnej wielkości placków.

Dodatki? U mnie hummus, jogurt i teraz bardzo na czasie – konserwa – czyli karczek z puszki. Puśćcie wodze fantazji. Nie ma to jak domowe placki ziemniaczane z piekarnika 😊

Smacznego!

Trzymajcie się ciepło i zdrowo.

Placki ziemniaczane z piekarnika
Placki ziemniaczane z piekarnika

P.S. Ja to chyba fantazjuje o czekoladowych ciasteczkach…