Placki ziemniaczane z piekarnika

Placki ziemniaczane z piekarnika

Siedzicie w domu? Ja tak, z przerwami na spacery z Torim. Trzymamy się z daleka od wszystkich, dzielnie korzystamy ze schodów (omijamy windy) i myślimy pozytywnie. Tego ostatniego życzę Wam najbardziej! Na obiad, a może też i na kolację, polecam placki ziemniaczane z piekarnika. Takie super proste, bez mąki i tłuszczu – za pomysł dziękuje bratu! 😊 #zostanwdomu

Placki ziemniaczane z piekarnika
Placki ziemniaczane z piekarnika

Składniki:

  • ok 800 gramów ziemniaków (ok. 7 sztuk)
  • 1 cebula
  • 2 małe czosnki
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka soli
  • pół łyżeczki pieprzu

Przygotowanie:

Przygotowanie placów ziemniaczanych zaczyna zawsze od starcia cebuli i przeciśnięcia przez praskę czosnku. Odstawiam w miseczce na bok. Ziemniaki obrane ze skórki ścieram na tarce o grubych oczkach i odkładam na sitko. Ziemniaki puszczą sok. Starte ziemniaki przekładam do miski porcjami (garściami), tak aby jeszcze odcisnąć nadmiar wody. Następnie dodaje resztę składników, mieszam i formuje placuszki na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Piekę ok. 30 minut w piekarniku nagrzanym do 180oC z termoobiegiem. Z podanych proporcjo wyszło 11 różnej wielkości placków.

Dodatki? U mnie hummus, jogurt i teraz bardzo na czasie – konserwa – czyli karczek z puszki. Puśćcie wodze fantazji. Nie ma to jak domowe placki ziemniaczane z piekarnika 😊

Smacznego!

Trzymajcie się ciepło i zdrowo.

Placki ziemniaczane z piekarnika
Placki ziemniaczane z piekarnika

P.S. Ja to chyba fantazjuje o czekoladowych ciasteczkach…

Soup for your thoughts!

Soup for your thoughts!

Podobno najlepiej rozmawia się przy kubku gorącej herbaty lub pysznej kawy. Ach, i żeby na wyciągnięcie ręki było ciasto… albo ciasteczka. Trudno się nie zgodzić. Jednak czasami miseczka rozgrzewającej zupy działa podobnie, zwłaszcza jak można sobie dolać kolejną (przecież nie tylko drugą) porcję 😊 Taka była dzisiaj krótka historia popołudnia.

Soup for your thoughts!
Soup for your thoughts!

Składniki:

  • puszka ciecierzycy
  • 2 puszki krojonych pomidorów
  • puszka wody
  • 1 cebula pokrojona w drobną kostkę
  • 2 małe ząbki czosnku
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • mała łyżeczka słodkiej papryki
  • ½ łyżeczki pieprzu cayenne (lub ⅓ jeżeli wolicie mniej ostrą)
  • mała łyżeczka imbiru w proszku
  • 1 liść laurowy
  • łyżeczka soli
  • ok. łyżeczki pieprzu
  • kiełki koniczyny do podania
  • 2 łyżeczki jogurtu na porcję

Przygotowanie:

Na oliwie podsmażamy przez ok. 3 minuty cebulę, następnie dodajemy czosnek przeciśnięty przez praskę. Podsmażamy minutę, dodajemy przyprawy, całość mieszamy. Następnie dodajemy resztę składników i gotujemy przez 20 minut na średnim ogniu.

Porcję zupy podałam z kiełkami koniczyny, ale Wy możecie zamienić je na inne. Do swojej porcji dodałam jeszcze jogurt. Mmmm…

Rozmów nie było końca 😊

Miłego weekendu!

Soup for your thoughts!
Soup for your thoughts!
Spaghetti z cukinii w sosie koktajlowym

Spaghetti z cukinii w sosie koktajlowym

Sobota to fajny dzień, aby wstać wcześnie rano. Poranne przeciąganie się w łóżku trwało znacznie krócej niż zazwyczaj, ale kawy i porannych czochranek z Torim nie ominęłam. Rozbudzeni, po szybkim śniadaniu udaliśmy się do metra. Mój haszczak już od kilku tygodni zrzuca z siebie pieczołowicie zapuszczony podszerstek. Spring is coming! Nie nadążając za wyczesywaniem miśka i biorąc pod uwagę, że mieliśmy remont Toriemu należy się wizyta pielęgnacyjna. I taki był cel porannej wyprawy w okolicy metra Natolin. Po godzinnej wizycie pies wygląda cudnie i jest lżejszy o naprawdę sporą ilość sierści… 😊

Spaghetti z cukinii w sosie koktajlowym

Ale dość o poranku. Pewnie zastanawiacie się co oznacza sos koktajlowy z tytułu wpisu? Faktycznie tytuł brzmi troszkę przewrotnie, a mam na myśli po prostu pomidorki koktajlowe. Leżały w koszyku obok cukinii, czekając na magiczne połączenie. Obiad pełen warzyw!

Spaghetti z cukinii w sosie koktajlowym

Składniki:

  • 1 cebula pokrojona w większą kostkę
  • 2 ząbki czosnku
  • 300 gramów pomidorków koktajlowych
  • ½ łyżeczki soli
  • 1/3 łyżeczki pieprzu
  • łyżka masła
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 4 średnie cukinie

Przygotowanie:

Na patelnię wlej oliwę dodaj cebulę i smaż przez ok. 5 minut, następnie dodaj przeciśnięty przez praskę czosnek. Smaż ok. minutę. Dodaj pomidorki, masło i duś na małym ogniu przez 5 minut. Mieszając od czasu do czasu. Na koniec dodaj przyprawy, wszystko wymieszaj. Zmiksuj pomidorki na gładki sos, jeżeli nie lubisz skórek od pomidorów to przecedź sos przez sitko.

Zrób spaghetti z cukinii za pomocą temperówki do warzyw. Gotowe spaghetti umieść na patelni i połącz z sosem. Podawaj od razu. Z czasem cukinia puści wodę i sosu będzie znacznie więcej, dlatego warto jeść makaron z cukinii od razu po przygotowaniu 😊

Spaghetti z cukinii w sosie koktajlowym
Spaghetti z cukinii w sosie koktajlowym
Back on track! Czyli pieczone szaszłyki z kurczaka

Back on track! Czyli pieczone szaszłyki z kurczaka

Wróciłam na dłużej! Po 10 dniach „zwiedzania” części wybrzeża Morza Kaspijskiego i Morza Czarnego z przyjemnością wróciłam do Warszawy. Będzie mi brakowało herbaty z dżem z białych wiśni (jakoś udało mi się wcisnąć mały słoiczek do walizki), czarnej jak smoła kawy, soczystych pomarańczy, chaczapuri i słońca! Trochę mniej będę żałowała krągłości, których nabrałam podczas wyjazdu. Jak tu nie próbować tych wszystkich pyszności… Stąd “back on track”! Lekkie, ale smaczne potrawy wróciły na talerz. Lekkie nie znaczy pozbawione smaku i kolorów, owszem redukuję spożywaną ilość chleba, makaronów (chlip!), pizzy, masła (no prawie, przecież krem z pomidorów nie jest taki sam bez kawałeczka masła… guilty!) i słodyczy, ale zostawiam sobie dzień grzeszne przyjemności 🙂 A dzisiaj na obiad proponuję szaszłyki z kurczaka marynowanego w jogurcie i sałatkę z pomidorków koktajlowych z awokado. Czy można się tym najeść? Oceńcie sami.

Back on track! Czyli pieczone szaszłyki z kurczaka
Back on track! Czyli pieczone szaszłyki z kurczaka

Składniki:

Szaszłyki z kurczak:

  • podwójny filet z kurczaka
  • 1 jogurt 200 gramów
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • 1 łyżeczka oregano
  • 1 łyżeczka cząbru
  • ¼ łyżeczki lubczyku
  • ½ łyżeczki suszonej natki pietruszki
  • ½ łyżeczki soli
  • ½ łyżeczki pieprzu

Sałatka:

  • 300 gramów pomidorków koktajlowych
  • 1 awokado
  • opakowanie małych mozzarelli
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • sok z połowy cytryny

Sos jogurtowy:

  • 200 ml jogurtu bez mleka w proszku
  • skórka z jednej cytryny
  • ½ łyżeczki suszonego czosnku
  • 2 łyżki oliwy z oliwek

Filet kroimy na grubsze kawałki, tak aby nadziane na szpikulec nie rozpadały się. W miseczce łączymy jogurt z przyprawami, dodajemy kurczaka, i przekładamy do woreczka. Kurczak będzie dobry już po 2 godzinach, ale najlepiej aby marynował się przez całą noc. U mnie chłodził się w jogurtowej kąpieli od wczoraj. Tak zamarynowanego kurczaka nabij na metalowe szpikulce lub drewniane wykałaczki (drewniane wykałaczki warto przed pieczeniem moczyć w wodzie ok. 20 min, aby nie spaliły się podczas pieczenia). Rozłóż kurczaka na papierze do pieczenia i wsadź do piekarnika rozgrzanego do 180oC z nawiewem na najwyższą półkę. Piecz przez ok. 25-30 minut. U mnie połowa kurczaka leżała w piekarniku ok. 40 minut bo lubię mocno wypieczone szaszłyki. W czasie gdy kurczak nabiera rumieńców robimy sałatkę. Na talerz wykładamy przekrojone na pół pomidorki, mozzarellę i awokado. Całość skraplamy oliwą i cytryną. Dodajemy listki bazylii. Gotowe. Ostatni dodatek do sos jogurtowy. W miseczce wymieszaj wszystkie składniki, 1 łyżką oliwy polej gotowy sos i posyp odrobiną skórki.

Talerz pełen smaków i kolorów zaprasza na obiad.

Back on track! Czyli pieczone szaszłyki z kurczaka
Back on track! Czyli pieczone szaszłyki z kurczaka
Back on track! Czyli pieczone szaszłyki z kurczaka
Spaghetti z wędzonym łososiem

Spaghetti z wędzonym łososiem

I’ll be ready in a prosseco”. Oczywiście byłam gotowa za dwa kieliszki, ale kto by tam liczył to było przecież w zeszłym roku, czyli kilka dni temu 😉 Jak mijają Wam pierwsze dni Nowego Roku?! Macie jakieś postanowienia? Podobno z roku na rok mamy ich więcej… Ja wyjątkowo nie mam żadnych, ale za to mam całą masę marzeń. Jak marzyć to dużo i szeroko – jak wszechświat! I nawet zaczęłam zapisywać te marzenia, bo czasami tylko przemykają między uliczkami i trzeba je potem gonić. Nie tym razem. I z taką myślą, podróżuję z czarnym notesem i długopisem. W końcu nigdy nie wiadomo kiedy coś fajnego przyjdzie mi do głowy. Jak na przykład spaghetti z wędzonym łososiem. Prosty, szybki obiad, a wywołał u mnie wiele uśmiechów. Bo ja już pewnie zauważyliście gotowanie sprawia mi dużo radości, a jedzenie jeszcze więcej… co potem kończy się na podłodze, bo jakoś trzeba spalić te kalorie 🙂

Spaghetti z wędzonym łososiem
Spaghetti z wędzonym łososiem

Składniki:

  • 400 gramów spaghetti
  • 200 gramów wędzonego łososia – pokrojony na mniejsze kawałki
  • 200 ml śmietany 30%
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 2 czosnki
  • skórka z 1 cytryny
  • ¼ łyżeczki świeżo mielonego pieprzu
  • rukola – garść na porcję
  • szczypiorek
  • parmezan

Przygotowanie:

Makaron ugotuj zgodnie z opisem na opakowaniu. W trakcie gotowania makaronu, wlej oliwę z oliwek na patelnię, dodaj przeciśnięte przez praskę czosnki i smaż przez ok. 20 sekund. Dodaj śmietanę, skórkę z cytryny, pieprz i łososia. Duś na małym ogniu, aż łosoś zbierze aromaty z sosu, przez ok. 5 minut. Odlej szklankę wody z gotowania makaronu, odcedź spaghetti. Makaron wrzuć z powrotem do garnka, dodaj sos. Całość intensywnie wymieszaj. Jeżeli sos będzie za gęsty można dodać trochę wody z gotowania. Ja dodałam dosłownie 2 łyżki. Zrobiłam dwie wersje, dla siebie z rukolą a drugą posypaną szczypiorkiem z parmezanem. Zrobiłabym od razu wszystko z rukolą, ale przecież nie wszyscy lubią… (hmm…) Odłożyłam porcję spaghetti z wędzonym łososiem do miseczki, dodałam garść rukoli i gotowe.

Podaj od razu po przygotowaniu. Ciepłe smakuje najlepiej!

Spaghetti z wędzonym łososiem
Spaghetti z wędzonym łososiem
Spaghetti z wędzonym łososiem
Odrobina słońca, czyli krem z pomidorów

Odrobina słońca, czyli krem z pomidorów

Jak mówią Norwegowie: „Nie ma złej pogody, są tylko źle dobrane ubrania”. I tak podążając za tą maksymą, nie straszny nam deszcz, silne wiatry, błoto czy nieśmiało padający śnieg. Otulona w kolorowy szalik, ciepłe rękawiczki i z uśmiechem na twarzy biegam między kroplami deszczu, a jak nie zapomnę to wezmę ze sobą słoneczny parasol. A dni nie są takie zimne, i tym chętniej każdą wolną chwilę spędzam z Torim na dworze. Temu to nie brakuje energii pomimo swoich 11 lat. Wróciliśmy ostatnio z biegania to już po 2 godzinach wpatrywał się we mnie swoimi okrągłymi pluszowymi oczami zapraszając na spacer! Jednak pomimo otaczającej mnie dobrej aury brakuje mi słońca. Wręcz tęsknie za nim i to bardzo! To taka moja sekretna broń, która napędza mnie do działania. A jak za oknem brakuje słońca to staram się je wyczarować w kuchni. I najsmaczniejszym sposobem na odrobinę słońca jest właśnie krem z pomidorów.

Odrobina słońca, czyli krem z pomidorów
Odrobina słońca, czyli krem z pomidorów

Składniki:

  • 2 puszki pomidorów krojonych (całe też mogą być)
  • 1 puszka wody
  • 1 łyżka masła oliwa z oliwek
  • 1 cebula pokrojona w kostkę
  • 1 czosnek przeciśnięty przez praskę
  • mozzarella w zalewie
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • pół łyżeczki pieprzu
  • szczypta cukru
  • bazylia do podania

Przygotowanie:

Do garna o grubym dnie wlewamy 2 łyżki oliwy z oliwek, dodajemy masło, następnie cebulę i czosnek. Podsmażamy ok. 2 minuty. Dodajemy pomidory z puszki, wlewamy wodę do jednej z puszki, przelewamy do drugiej i wlewamy zawartość do garnka. Ten prosty zabieg pozwoli nam zebrać resztki pomidorów z puszki. Dodajemy cukier, pieprz i sól. Mieszamy. Zostawiamy na średnim ogniu na ok. 15 min. Po tym czasie zupę wyłączamy i miksujemy na gładki krem. Do każdej porcji zupy dodajemy 2 plasterki mozzarelli, świeże listki bazylii, skraplamy oliwą z oliwek. Trochę słońca na talerzu gotowe!

P.S. 1. Macie ochotę na więcej mozzarelli, dodajcie ile chcecie. Ja lubię dużą porcję zupy z dużą ilością mozzarelli 😉

P.S. 2. A kostce rosołowej mówimy uh-uh (nie)! Z ciepłymi pozdrowieniami dla… 🙂

Odrobina słońca, czyli krem z pomidorów
Odrobina słońca, czyli krem z pomidorów
Białe grzane wino

Białe grzane wino

Białe grzane wino z lekkim posmakiem gruszki, cytryny i goździków pasuje do pochmurnych deszczowych popołudni. Z talerzem pełnym serów, bruschetty i innych dodatków, jest to miła alternatywa dla grzanego czerwonego wina. Ach, w tym momencie pojawia się to ciepłe, rozgrzewające uczucie i myślami odpływam do świątecznych jarmarków gdzie można przystanąć i napić się grzańca, wokół chodzą uśmiechnięci ludzie, światełka migoczą, a w powietrzu czuć zapach mrozu… Idealny Grudzień!

Drugi dzień Świąt zajrzałam do Cioci Ali. Umówiłyśmy się na popołudnie przy białym grzanym winie 🙂 Czas spędziłyśmy na przeglądaniu kartek, które Ciocia robi sama, kiedyś muszę Wam pokazać jakie są cudowne. Zajadałyśmy smakołyki, obejrzałyśmy film, ale przede wszystkim dużo rozmawiałyśmy i śmiałyśmy się. Takie miłe i lekkie zakończenie okresu świątecznego. A dzisiaj już piątek!

Białe grzane wino

Składniki:

  • 1 butelka białego wytrawnego wina
  • 2 gruszki – pokrojone w plastry (bez gniazd)
  • pół cytryny – pokrojonej w plastry
  • ok. 10 goździków
  • ¼ łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1 łyżeczka cynamonu (opcjonalnie)
  • 2 łyżki miodu – opcjonalnie

Przygotowanie:

Do garnka wlewamy wino, umieszczamy resztę składników, podgrzewamy wino, ale nie doprowadzamy do wrzenia. Sprawdź smak wina, jeżeli uważacie, że powinno być słodkie, dodajcie miodu, najlepiej wielokwiatowego.

Gotowe wino przelewamy do szklanek o grubym szkle lub kubków. Szkoda, że tak szybko się kończy… 🙂

Białe grzane wino
Białe grzane wino
Let it Snow! Let it Snow! Let it Snow!

Let it Snow! Let it Snow! Let it Snow!

Oh, the weather outside is firghtful
But the fire is so delightful
And since we’ve no place to go
Let it Snow, let it Snow, let it Snow…

Świąteczne melodie umilają krzątanie się po kuchni szturmem odbitej po remoncie 😉 Prawie gotowej, bo jeszcze na podłodze potykam się o nierozpakowane pudła, ale już z uśmiechem na twarzy…. widać światełko na końcu tunelu. Kalendarza za to chyba przyśpieszył… Święta już za 2 dni (no, może bardziej za 1,5), a za oknem zero śniegu, temperatura dodatnia, choinka jeszcze nie kupiona, prezenty nie zapakowane, ale chociaż pierniki upieczone. Wyjątkowo takie inne… w przyszłym roku mam nadzieje, że okres przed świąteczny będzie znacznie spokojniejszy i zrobię takie z ciasta dojrzewającego. Marzenie zapisane na kartce ląduje w „Pudełku z marzeniami”.

Let it Snow! Let it Snow! Let it Snow!

Gotową masę piernikową kupiłam w Ikei (yeah, yeah!!). Pierniki powstały w przeciągu pół godziny z myciem podkładu do wałkowania. Idealnie dla zabieganych, czyli dla mnie! Zabawa zaczęła się jak wpadłam na pomysł udekorowania pierniczków karmelem. Z dzieciństwa pamiętam jak Babcia robiła karmel, ale lądował on w zupie. Telefon do Dziadka, rodzinnego mistrza pieczenia „na oko” i zawsze pysznie! Dziadek twardo powiedział „ale ja nigdy nie robiłem karmelu”, słuchawkę przejęła Ciocia, która wspomniała o karmelu dodawanym do masy piernikowej… To nie to! Zdezorientowana, wyciągnęłam patelnie, postawiłam na małym ogniu i wsypałam cukier (no przecież tak zawsze wszyscy opowiadali, że robi się karmel). Wszystkiemu przyglądał się mój tata zajadając pierniki, które popijał mlekiem. Tak między nami, to zastanawiam się czy nie jest Św. Mikołajem i nie ukrywał się przed nami sprytnie przez te wszystkie lata (milk and cookies for Santa), hmmm… Zagadka do rozwiązania! I tak zjadając kolejnego piernika tata powiedział, że robił w dzieciństwie taką masę karmelową, ala’ krówka i, że to z masłem trzeba. Szybko zdjęłam cukier z patelni, wrzuciłam 2 łyżki masła i wsypałam cukier na oko 6 łyżeczek. Szybko usłyszałam za dużo masła, za mało cukru. Dosypałam, zaczęłam mieszać, a po chwili tata przegonił mnie sprzed patelni, mówić „ja to zrobię, a Ty zajmij się tym czym chciałaś” – czyli robieniem lukru. Tata dzielnie dosypywał co raz więcej cukru, ciągle powtarzając „za dużo masła dałaś”, a po dłuższej chwili zaczął dumnie mówić „zobacz jakie fajne brązowe się robi, a jak pachnie…”. Pierniki posmarowane lukrem, posypane pokruszonymi migdałami i orzechami laskowymi polałam brązową masą przygotowaną przez tatę. Efekt jest taki, że mamy bardzo dużo karmelu i fajnie udekorowane pierniki 🙂 powrót do dzieciństwa na 100%. Przepisu na karmel Wam nie dam, ale koniecznie porozmawiajcie ze swoimi rodzicami, oni dobrze doradzą. A ja mam nadzieję, że następnym razem będę miała dla Was sprawdzony i dobrze wyliczony przepis na karmel 😉

Miłego wieczoru!

Let it Snow! Let it Snow! Let it Snow!
Let it Snow! Let it Snow! Let it Snow!
Makaron w kremowym sosie all’ Alfredo z cukinią i boczkiem

Makaron w kremowym sosie all’ Alfredo z cukinią i boczkiem

Wróciliśmy ze spaceru, ja z czerwonym nosem, a Tori z uśmiechem na pyszczku. Temperatura odczuwalna bliżej zera i mój haszczak mógłby siedzieć na dworze całymi dniami. Nooo… do szczęścia brakuje jeszcze śniegu… ale na wszystkie przyjdzie czas (zobaczymy w Poniedziałek). Na rozgrzanie wzięłam kubek naparu z lawendy i wskoczyłam pod kocyk. Tori, krok w krok, podążył za mną i rozłożył się w nogach. Leniwie przeciągnął się, zamachał ogonem i zasnął. Ależ mu dobrze. Żeby nie pójść w jego ślady, dopiłam napar, wyskoczyłam spod koca (a trzymał mnie mocno – uwierzcie!) i poszłam do kuchni.

Makaron w kremowym sosie all' Alfredo z cukinią i boczkiem

Składniki:

  • 300 gramów makaronu ( u mnie Fusilli Caserecci)
  • 200 gramów boczku
  • 1 średnia cukinia
  • 200 ml śmietany 30%
  • 50 gramów masła
  • 40 gramów sera Grana Padano
  • 1 średnia cukinia
  • sól
  • pieprz

Przygotowanie:

Makaron gotujemy zgodnie z opisem na opakowaniu. Cukinię ścieramy na tarce o małych oczkach, aż do nasion. Na patelni podsmażamy boczek pokrojony w kostkę, do momentu aż zrumieni się. Na drugiej patelni (albo w garnku) o grubym dnie rozpuszczamy masło, dodajemy ser, intensywnie mieszamy, wlewamy śmietankę i gotujemy na małym ogniu przez ok 5-7 minut. Na ostatnie dwie minuty dodajemy cukinię i połowę boczku. Wyłączamy gaz. Zauważycie na pewno, że sos jest dość płynny… nie przejmuje się tym, jest to stan idealny 🙂 Przed odsączeniem makaronu odlejcie pół szklanki wody. Ugotowany makaron dodajcie do sosu, wlejcie 5 łyżek wody z gotowania. Całość intensywnie wymieszajcie i od razu podajcie do jedzenia. Sos szybko gęstnieje. Każdą porcję posypcie dodatkowo boczkiem, a jeżeli lubicie dużo sera to wiecie co robić 😉

Makaron w kremowym sosie all' Alfredo z cukinią i boczkiem
Zupa krem z kalafiora

Zupa krem z kalafiora

Spontaniczne spotkanie przy kawie i herbacie, ale bez ciastka (oczywiście dbamy o linię), z ciocią Alą było bardzo inspirujące. Pierwsze kroki znacznie chłodniejszej aury za oknem spowodowały, że nasza rozmowa, po podsumowaniu naszych ostatnich przygód, nakierowała się na… jedzenie (a to Ci zaskoczenie ;)). Nie będę wchodziła w szczegóły, ale za to wiem co ciocia lubi najbardziej jak za oknem jest zimno i ciemno, to samo co moja mama – zupy! Od tych rozmów przeszłyśmy do konkretów i ciocia zajrzała do nas w odwiedziny następnego dnia na obiad. Między innymi na zupę krem z kalafiora. Nie wiem dlaczego w mojej głowie pojawiła się myśl o kalafiorze przy kawie dzień wcześniej, ale już tak ze mną została. Może dobrze, bo zupa wyszła pyszna i wcale nie taka mocno kalafiorowa jak myślicie.

Zupa krem z kalafiora

Składniki:

  • 900 g kalafiora mrożonego
  • 750 ml bulionu albo wody z kostką rosołową
  • 1 cebula pokrojona w kostkę
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • sól do smaku
  • pół łyżeczki mielonego pieprzu
  • 2 łyżki śmietany 18%

Do podania

  • dymka pokrojona w krążki
  • papryka słodka szpiczasta pokrojona w krążki

Przygotowanie:

W garnku na oliwie podsmażamy 2-3 minuty cebulę. Dodajemy kalafiora i zalewamy bulionem. Gotujemy, aż kalafior będzie miękki (20-25 minut). Następnie miksujemy zupę na krem, dodajemy gałkę muszkatołową, pieprz, śmietanę i doprawiamy solą (jeżeli potrzeba). Całość możemy albo wymieszać intensywnie łyżką, albo jeszcze zmiksować.

Zupę krem z kalafiora podajemy skropioną oliwą z oliwek z krążkami cebuli i papryki. Porcję możecie też podsypać świeżo zmielonym pieprzem.

I wiecie co? Zauważyłam, że u mnie jest całkiem sporo przepisów na zupy. Chyba lubię je bardziej niż przypuszczałam 🙂

Zupa krem z kalafiora
Zupa krem z kalafiora